Zbliża się koniec ferii. Skoro koniec, to czas na jakieś podsumowanie. Jednakże...nie chce mi się. Jak przez większość czasu, po prostu mi się nie chciało. Zbierałam siły. Podczas owej nudy, która tak naprawdę nudą nie była doszłam do pewnych wniosków. Będę je bezsensownie wylewać, kropla po kropelce[atramentu, rzec by się chciało].
Czerpała inspirację w domu, w głowię. Zabieram się do pracy. Ponieważ...
I. Dzisiaj powiedziałam sobie "życie jest zbyt krótkie kochana, żeby się przejmować i hamować". Spodobało mi się. Jednak przemyślałam to dokładnie. Skoro więc mam się przed niczym nie hamować i się nie przejmować to jaki mam cel? Czy cel, do którego dążę przez życie nie traci na wartości? Przez cel poznaje się świat. Wtedy na łożu śmierci zamiast powiedzieć sobie " wykonałam zadanie" powiem "dobrze się bawiłam, wykorzystałam życie". I kolejna "wtopa".
Zamierzam kroczyć przez życie, z zaciśnięta pięścią jak do walki i z otwartym umysłem jak do zabawy. Niech cieszy mnie to, czego wcześniej nie mogłam zobaczyć. Dąż do celu, nieważne czy dotrwam i go osiągnę ważne, że powiem "próbowałam".
Najpierw trzeba postawić cele. Albo po prostu poukładać kochani. Więc trzeba brać to życie za dupsko póki jeszcze młodzi, póki jeszcze radni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz